Dyskusja o aspekcie płci na rynku pracy przypomina czasem odbijanie się od ścian. Z jednej strony twarde dane ekonomiczne wskazują: tracimy potencjał milionów biernych zawodowo kobiet, które mogłyby napędzić naszą gospodarkę. Z drugiej, określenie przyczyn tego zjawiska to pole minowe stereotypów, poglądów i nie zawsze szczerych deklaracji. A do tego pojawia się pytanie o kształt pracy w przyszłości, w dobie AI. Wiele wskazuje na to, że właśnie te kobiety nieaktywne zawodowo, często pozostające dziś poza systemem, mogą wnieść na rynek dokładnie to, czego algorytmy nie będą w stanie zastąpić.
Według danych OECD nad Wisłą mamy do czynienia z niewykorzystanym rezerwuarem talentów. Aż 2,15 miliona Polek w wieku produkcyjnym nie pracuje, z czego zaledwie garstka aktywnie szuka zatrudnienia. To ponad jedna czwarta kobiet w tej grupie demograficznej. Ekonomiści wyliczają, że gdybyśmy osiągnęli unijny poziom zatrudnienia kobiet – co oznaczałoby wejście na rynek dodatkowych 450 tysięcy pań – nasze PKB mogłoby rosnąć o dodatkowy 1 proc. rocznie.
Diagnoza systemowa jest znana: barierami są brak dostępnej opieki nad dziećmi, mało elastyczne formy zatrudnienia, opieka nad innymi niż dzieci zależnymi członkami rodzin i wciąż żywe stereotypy. Jednak patrząc na te liczby przez pryzmat dwóch ciekawych raportów
- „Mama i tata w domu i w pracy” Fundacji Share the Care,
- „Kobieca siła jutra” Alior Banku
oraz analiz foresightowych, widać wyraźnie, że problem jest wielowarstwowy.
Lęk przed technologią czy sygnał do zmiany?
Podczas gdy rynek „woła” o ręce do pracy, najmłodsze pokolenie wchodzące w dorosłość patrzy na swoją przyszłość z dużą ostrożnością. Badania przedstawione w raporcie „Kobieca siła jutra” ujawniają ciekawy rozjazd pokoleniowy. Doświadczone liderki biznesu obawiają się głównie inflacji i konfliktów zbrojnych – zagrożeń „tu i teraz”. Tymczasem studentki znacznie częściej wskazują na skutki nowych technologii, w tym sztucznej inteligencji, jako kluczowe wyzwanie.
Ten lęk młodych kobiet nie powinien paraliżować, a raczej motywować do zmiany strategii. Masowa aktywizacja jest sensowna, pod warunkiem, że nie będziemy wtłaczać kobiet w schematy z XX wieku. Musimy przygotować je do ról, w których technologia jest narzędziem, a nie konkurentem. Aby to było możliwe, kobieta musi mieć jednak przestrzeń na rozwój – a tę przestrzeń blokuje dziś „niewidzialna logistyka rodzicielstwa”.
Tata w domu, mama w grze
Tu dochodzimy do fundamentalnej bariery. Aktywizacja zawodowa kobiet jest niemożliwa bez równości w domu. Statystyki ZUS są w tej kwestii bezlitosne: w 2024 roku aż 79 proc. dni absencji chorobowej z tytułu opieki nad dzieckiem wykorzystały kobiety. To matki wciąż są domyślnymi menedżerami życia rodzinnego, co skutecznie wypycha je z rynku pracy lub hamuje ich rozwój.
Widać jednak światełko w tunelu. Wdrażana dyrektywa work-life balance zaczyna przynosić efekty. W 2024 roku z urlopu rodzicielskiego skorzystało 17 proc. uprawnionych ojców – to skokowy wzrost w porównaniu do zaledwie 1 proc. w 2022 roku. Jest to oczywiście inna statystyka niż ta dotycząca absencji chorobowej, a przy tym świętowanie małego sukcesu w obliczu dużo większego wyzwania. Czyli, że to wciąż kropla w morzu potrzeb. Ale trend jest wyraźny i pozytywny. Niestety, system wciąż rzuca kłody pod nogi: luka w wysokości zasiłków macierzyńskich dla matek i ojców wynosi około 30 proc., co sprawia, że przejęcie opieki przez mężczyznę często nie opłaca się finansowo rodzinie.
Bez systemowego wsparcia dla partnerskiego modelu rodziny – gdzie tata nie „pomaga”, ale współdzieli obowiązki – talenty milionów kobiet pozostaną uwięzione w grafikach domowych obowiązków.
Dyspozycyjna czy empatyczna
Dlaczego to tak ważne w kontekście przyszłości? Ponieważ model zarządzania oparty na hierarchii, autorytecie, nieograniczonej dyspozycyjności i „twardej ręce”, która nie cofnie się przed egzekwowaniem tej dyspozycyjności odchodzi do lamusa. Cechy te są stereotypowo kojarzone z męskim stylem komunikacji i męskim podejściem do rzeczywistości.
W erze AI zyskują tymczasem kompetencje, w których kobiety statystycznie przodują. Adaptacja, kreatywność i odporność psychiczna to nowa „święta trójca” sukcesu. Aż 78 proc. badanych kobiet z raportu „Kobieca siła jutra” wierzy, że ich podejście pozwoli zmienić biznes na lepsze. Inteligencja emocjonalna, etyka i empatia stają się najlepszą walutą ery cyfrowej. Kobiety, które przez lata łączyły wiele ról życiowych, wypracowały naturalną zdolność do zarządzania w chaosie – umiejętność bezcenną w świecie turbulencji, polikryzysu, a może wręcz permakryzysu.
Mentoring musi wyjść do ludzi
To czego brakuje jednak, to partnerstwo w rodzinie, które jest źródłem wiary we własną sprawczość i autonomię obojga dorosłych ludzi, którzy są ze sobą w relacji. Aby je zapewnić, tj. uwolnić kobiety od wyłącznego ciężaru opieki i wyposażyć je w wiarę we własne kompetencje, musimy zmienić podejście do wsparcia. W pokonywaniu płotków na bieżni kariery od lat promowany jest mentoring. Obecnie mentoring jest elitarny, dostępny głównie dla kobiet w korporacjach. Tymczasem największą potrzebę wsparcia mają kobiety bierne zawodowo, zmagające się z niskim poczuciem sprawczości. Co więcej, mentoring korporacyjny często pozycjonuje w roli mentorki osobę z poprzedniego pokolenia, która może ogniskować swoje spojrzenie na role życiowe wokół doświadczeń wyniesionych z własnego życia w mniej partnerskim i mniej włączającym społeczeństwie.
Programy mentoringowe muszą więc wyjść ze szklanych wieżowców. Potrzebujemy demokratyzacji tej formy wsparcia. Aż 82 proc. kobiet zbadanych w raporcie „Kobieca siła jutra” uważa wymianę doświadczeń za ważną, ale blisko 40 proc. nigdy nie miało z nią styczności.
Potrzebujemy mentoringu, który uczy nie tylko jak awansować, ale też jak negocjować podział obowiązków w domu, egzekwować prawa w miejscu pracy i w partnerski sposób kształtować strategie życia rodzinnego. A także aby spojrzeć krytycznie na swoje własne założenia co styku życia prywatnego i zawodowego. Potrzebujemy liderek, które powiedzą młodszym koleżankom: „Twoja kariera zawodowa/naukowa/zdolność do wykorzystania pojawiających się szans/emerytura zależy także od tego, czy twój partner weźmie urlop rodzicielski i jaki model partnerstwa wdrożycie w domu – wbrew obustronnie ograniczającym stereotypom”.
Szansa na nową umowę społeczną
Polska stoi przed szansą na mądrą redefinicję rynku pracy. Niska aktywność zawodowa kobiet to problem ekonomiczny i warto spojrzeć na te kobiety jak na zasób, który zwłaszcza dzięki pracy w niepełnym wymiarze etatu oraz pracy zdalnej można wykorzystać. Jednak aby ten zbiornik uruchomić, musimy przestać traktować sferę domową i zawodową jako rozłączne byty. Jak powiedział niedawno jeden z uczestników debaty foresightowej Fundacji Share the Care w Gdańsku, którą miałem przyjemność facylitować, „work-life balance jest dziwne – bo stawia pracę w opozycji do życia” zamiast je integrować.
Aktywizacja wymaga wzajemnej pomocy kobiet w wyobrażeniu sobie i ukształtowaniu życia na nowo oraz zaangażowania mężczyzn w sferę opiekuńczą (nie tylko w opiece nad dziećmi). W przyszłym świecie, w którym pracy może być znacznie mniej niż dziś, partnerstwo nadal będzie aktualne – na pewno się przyda.
