Gdy w piątek ósmego czerwca o godzinie 18:00 na Stadionie Narodowym rozległ się gwizdek sędziego Carlosa Velasco Carballo, zamknięty został kolejny rozdział w historii budowania Trzeciej Rzeczypospolitej; budowania zarówno bardzo namacalnego: drogi, stadiony, lotniska, perony, jak i mniej: zmiany prawne i organizacyjne. Po ponad pięciu latach prac i przygotowań Polacy odsapnęli z ulgą, mając w perspektywie cały miesiąc pełen sportowych emocji. A gdy późną, pierwszolipcową nocą, kapitan zwycięskiej drużyny wzniesie w geście tryumfu puchar, gdy euforia i zachwyt w polskich kibicach opadną, nadejdzie czas na zadanie pytania: a co teraz?

Ostatnie pięć lat upłynęło w Polsce pod znakiem przygotowań do największej imprezy, jaka kiedykolwiek miała się odbyć w naszym kraju. Szereg inwestycji związanych z organizacją EURO przemienił się w być może największy w III RP boom infrastrukturalny. Nie wszystko udało się zrealizować tak, jakbyśmy to sobie wymarzyli, ale plan minimum został wykonany w stu procentach, czego najbardziej wyrazistym symbolem było otwarcie autostrady A2 w przeddzień rozpoczęcia mistrzostw. W ostatniej sekundzie – ale zdążyliśmy. Podejrzewam, że nikt w Polsce nie ma wątpliwości, że gdyby nie EURO, na autostradę do Berlina przyszłoby nam jeszcze trochę poczekać.

Przy tej okazji nasuwa mi się refleksja, że historia III RP układa się w jeden ciąg wielkich projektów, będących logiczną konsekwencją wyboru, jakiego Polacy dokonali 4 czerwca 1989 roku. Były to kolejno: transformacja gospodarczo-ustrojowa, przyjęcie do NATO, a następnie do Unii Europejskiej. Ostatecznym symbolem końca dojrzewania naszego kraju miało być zorganizowanie wielkiej, międzynarodowej imprezy sportowej. Liczne zapowiedzi polityków, jak też realne starania (Zakopane 2006) ziściły się – choć dość niespodziewanie – w postaci EURO 2012. Już dziś można śmiało stwierdzić, że Mistrzostwa Europy są organizacyjnym sukcesem, który umacnia wizerunek Polski, jako kraju sprawnego i dynamicznego.

Te cztery przedsięwzięcia mają pewne cechy wspólne. Po pierwsze – realizacja każdego z nich dała Polsce wymierne korzyści strategiczne. Po drugie – żaden nie był samodzielnym projektem RP; organizacje międzynarodowe (UEFA, MFW) lub grupy państw (UE, NATO) pełniły w nich rolę kontrolera. Po trzecie – mimo różnych ocen, o żadnym nie można powiedzieć, że zakończył się klęską.

Ciśnie się na usta wniosek – będący zresztą obiegową opinią przywoływaną podczas “nocnych Polaków rozmów” – że nie jesteśmy w stanie osiągać sukcesów sami z siebie; że albo potrzebujemy wroga u bram, albo przynajmniej “stójkowego”, który będzie pilnował postępów w realizacji założonego planu. Jest w tym trochę prawdy – kopiowanie ścieżki do sukcesu innych państw jest prostsze, niż wymyślanie własnej drogi do szczęścia; łatwiej też tłumaczyć społeczeństwu konieczność podjęcia wzmożonego wysiłku zaciągniętymi wcześniej zobowiązaniami międzynarodowymi. Co jednak robić, gdy przed narodem nie jawi się żadna oczywista i sprawdzona droga do dalszego rozwoju? Jak określić właściwą strategię długofalową, gdy zagraniczni koledzy mówią wprost: “you’re on your own”?

Nie tylko Polska boryka się z tym problemem. Zwiększenie zdolności władzy publicznej do podejmowania trafnych decyzji we właściwym czasie przez państwa i instytucje jest dziewiątym punktem na liście piętnastu globalnych wyzwań Millennium Project. Decydenci dawno przestali narzekać na brak informacji – kłopotem stała się niemożność dokonania właściwej ich analizy. Według ekspertów MP rozwiązania należy szukać w szybkim rozwoju zbiorowej inteligencji, np. pod postacią komputerowych systemów wspomagania procesu podejmowania decyzji.

Oczywiście nie jesteśmy zmuszeni do biernego czekania, aż inżynierowie z MIT czy IBM opracują „nowy, cudowny, supermózg elektronowy”. Studia nad przyszłością oferują już dziś szereg narzędzi ułatwiający racjonalne podejmowanie decyzji. Część państw korzysta z dobrodziejstw foresightu od wielu lat, regularnie przeprowadzając kolejne cykle narodowych badań – są to m.in. Japonia i Niemcy.

W Polsce również pojawiają się pierwsze jaskółki nowej nauki – niestety na razie z dość mało widocznym skutkiem – na przykład przeprowadzony w latach 2007-2009 narodowy program foresight Polska 2020. Z przyczyn, których można tylko się domyślać, został on potraktowany raczej jako naukowy eksperyment, niż skuteczne narzędzie racjonalnego kształtowania rzeczywistości. Na potwierdzenie tych słów niech wystarczy fakt, że oficjalna strona internetowa badania Polska 2020 niedawno… przestała istnieć.

Czy w ogóle wiadomo, jakie są plany rządzących na najbliższe dekady? Pewne kierunki zostały nakreślone w dokumentach opracowanych przez Zespół Doradców Strategicznych Premiera –  Długookresowej Strategii Rozwoju Kraju; Koncepcji Przestrzennego Zagospodarowania Kraju (oba z perspektywą do 2030 roku) oraz uzupełniających je: Średniookresowej Strategii Rozwoju Kraju i 9 strategiach horyzontalnych (do 2020 r.). Są one efektem debat i dyskusji po publikacji raportu Polska 2030. Wyzwania rozwojowe. Jednak czy ten zbiór dokumentów – dla ułatwienia nazwijmy go projektem Polska 2030 – stanie się kolejnym kamieniem milowym na drodze cywilizacyjnego rozwoju Polski?

Obserwując w zasadzie brak jakichkolwiek działań promujących to przedsięwzięcie, trudno wierzyć, że hasło „POLSKA 2030” będzie już za chwilę tak samo często przewijać się w dyskursie publicznym, jak jeszcze kilka miesięcy temu „EURO 2012”. Jest wprost przeciwnie – zamiast szerokiego zainteresowania i zaangażowania całego społeczeństwa, odnoszę wrażenie, że sami rządzący nie specjalnie poważnie traktują projekty zespołu ministra Boniego. Jednak największą słabością Polski 2030 jest silne umocowanie polityczne. Autorzy projektu to zespół rządowy, firmowany tylko przez jedną partię – trudno więc oczekiwać, że w wypadku zmiany ekipy rządzącej, działania w ramach Polski 2030 będą wciąż brane pod uwagę w codziennych pracach władzy. Dodatkowo brak „zewnętrznego kontrolera” w postaci instytucji międzynarodowej czy innego państwa może stać się gwoździem do trumny projektu.

Nie byłoby tych problemów, gdyby u podstaw długofalowej strategii dla kraju leżało rzetelne, ogólnonarodowe, promowane i mocno skupione na stworzeniu planu działań badanie foresightowe – nie eksperyment naukowy, nie kolejny program wyborczy, ale fachowe określenie wizji i strategii jej realizacji, będących efektem konsensusu wszystkich graczy na scenie społecznej – partii politycznych, organizacji pozarządowych, kręgów akademickich i biznesowych. Być może z takim wsparciem uda się skończyć z zabawą w ciuciubabkę, a pytanie „Co teraz?” nie będzie pojawiało się znienacka.   

Niestety na razie wciąż nie znamy na nie odpowiedzi.