Czy jesteśmy świadkami wojny o wodę? Można uznać, że dystopia rodem z filmu science-fiction „Mad Max” z Melem Gibsonem materializuje się na naszych oczach. XXI wiek przyniósł nowe konflikty, w których stawką stała się właśnie… woda.

Coraz częściej słyszymy, że to właśnie ona jest „ropą naftową XXI w.”. Mogłoby się wydawać, że to jedynie chwytliwe hasło publicystyczne, ale analizy geostrategiczne i wojskowe wskazują na to, że w takim stwierdzeniu nie ma przesady.

Kryzys hydrologiczny i jego skutki

Rozważania dotyczące konfliktów o dostęp do wody warto zacząć od omówienia kryzysu hydrologicznego. Susze i powodzie są jego tragicznym pokłosiem. Problem dotyczy obecnie ponad połowy światowych dorzeczy, nie wyłączając strategicznych rzek.

Zjawisko to wynika zarówno ze zmian klimatycznych, jak i działalności człowieka. Wśród czynników naturalnych kluczowy jest wzrost temperatur, który przyspiesza parowanie, natomiast topnienie lodowców zaburza naturalny cykl hydrologiczny. Do kryzysu przyczynia się również człowiek poprzez nieprawidłową meliorację, regulację rzek, wycinanie lasów czy nadmierny pobór wód (choćby do celów rolniczych i przemysłowych). Istotnym problemem jest także zanieczyszczenie wód.

Wszystko to zmniejsza zdolność ekosystemów do zatrzymywania wody, co prowadzi do szybkiego wysychania gleb i radykalnego ograniczania bioróżnorodności. Cierpi na tym również człowiek, ponieważ zagrożone jest działanie elektrowni wodnych czy transportu wodnego.

Światowa Organizacja Meteorologiczna bije na alarm

Problem dostępu do wody nie jest już tylko zagadnieniem poruszanym w dyskusjach publicystycznych, ale zyskuje coraz większą uwagę organizacji międzynarodowych. Światowa Organizacja Meteorologiczna (WMO) podkreśla, że w 2025 r. w ponad połowie światowych rzek płynęło za dużo lub za mało wody. Jak wynika z raportu „State of Global Water Resources”, cykl hydrologiczny Ziemi staje się coraz bardziej nieregularny i ekstremalny, przechodząc od powodzi do suszy.

WMO wskazuje na to, że w 2024 r. jedynie około jedna trzecia dorzeczy na świecie charakteryzowała się „normalnymi” warunkami. „Reszta była powyżej lub poniżej normy – to już szósty rok z rzędu tak wyraźnej nierównowagi. 2024 r. był też trzecim z kolei, gdy odnotowano powszechną utratę lodowców we wszystkich regionach. Podczas gdy Ameryka Południowa i Afryka Południowa zmagały się z suszą, Europa doświadczyła powodzi” – zaznacza Polska Akademia Nauk.

Z szacunków ONZ wynika, że 3,6 mld ludzi ma niewystarczający dostęp do wody przynajmniej przez miesiąc w roku, a do 2050 r. liczba ta wzrośnie aż do ponad 5 mld osób.

Warto zwrócić szczególną uwagę na sytuację rzek i jezior. Tylko w ostatnich sześciu latach około jedna trzecia globalnych zlewni miała odpływy porównywalne do średniej z lat 1991–2020. Wynika z tego, że aż dwie trzecie z nich doświadczało nadmiaru lub niedoboru wody. Takie proporcje dobitnie świadczą o coraz bardziej nieregularnym cyklu hydrologicznym. „Znacznie poniżej normy były przepływy w głównych dorzeczach Ameryki Południowej (Amazonka, São Francisco, Parana, Orinoko) i Afryki Południowej (Zambezi, Limpopo, Okavango, Oranje). Rozległe powodzie wystąpiły natomiast w Afryce Zachodniej – m.in. w dorzeczach Senegalu, Nigru, Jeziora Czad i Wolty. Z kolei w Europie Środkowej i części Azji przepływy były powyżej normy, co zwiększyło zasilanie dużych rzek, takich jak Dunaj, Ganges, Godawari i Indus. Prawie wszystkie z 75 badanych jezior świata miały w lipcu temperatury powyżej lub znacznie powyżej normy, co odbiło się na jakości wody” – wskazuje PAN.

Kolejne konflikty o rzeki

Kryzysowa sytuacja hydrologiczna i jej konsekwencje sprawiają, że problem braku wody bezpośrednio przekłada się na kwestie polityczne – zwłaszcza tam, gdzie rzeki przepływają przez terytoria różnych państw.

Uwagę przykuwa sytuacja na Bliskim Wschodzie, szczególnie w dorzeczu Tygrysu oraz Eufratu. Turcja realizuje swój projekt GAP (tur. Güneydoğu Anadolu Projesi, czyli „Projekt Rozwoju Południowo-Wschodniej Anatolii”). To największa inwestycja infrastrukturalno-gospodarcza w historii kraju. Jej celem jest rozwój rolnictwa i energetyki oraz podniesienie poziomu życia w regionie dotychczas omijanym przez strategiczne fundusze. Problem w tym, że na skutek działań Ankary radykalnie zmniejsza się przepływ wód w Syrii i Iraku. Ograniczenie zasobów wywołuje kryzys wodny, a to z kolei rodzi napięcia polityczne między tymi państwami.

Podobny problem występuje w Azji Centralnej. Kraje położone w górnym biegu głównych rzek – Kirgistan i Tadżykistan – planują budowę tam hydroenergetycznych. Budzi to sprzeciw Uzbekistanu i Kazachstanu, które znajdują się w dole rzek. Z kolei w dorzeczu Nilu spór dotyczy budowy Wielkiej Tamy Odrodzenia w Etiopii, którą Egipt postrzega jako bezpośrednie zagrożenie dla swojego bezpieczeństwa wodnego.

Napięcia rodzą się również w Azji Południowej. Indie, kontrolujące górny bieg Indusu, toczą spór z Pakistanem o podział wód. Choć kwestię tę reguluje Traktat o wodach Indusu z 1960 r., wciąż dochodzi tam do incydentów dyplomatycznych i militarnych. Łukasz Szwed w artykule „Konflikty wodne na świecie – narastające zagrożenie” (Raport CSR) zauważa, że „Konflikt ten sięga 1960 r., kiedy to podpisano Porozumienie z Indusu, które miało regulować podział wód między oba kraje. Jednakże narastające zapotrzebowanie na wodę oraz budowa tam przez Indie wywołują napięcia. Pakistan, który w dużej mierze uzależniony jest od wód Indusu, postrzega te działania jako zagrożenie dla swojego bezpieczeństwa wodnego. To doprowadziło niedawno do wymiany ognia, a bezpośrednim powodem był zamach terrorystyczny w Kaszmirze”. W tym przypadku rywalizacja nabiera charakteru globalnego, ponieważ Indie mogą liczyć na poparcie Stanów Zjednoczonych oraz Izraela, z kolei Pakistan cieszy się wsparciem ze strony Chin. „Konflikt przygasł, lecz jest zapewne kwestią czasu, jak znów rozgorzeje. W dodatku Indie i Pakistan mają broń jądrową” – podkreśla Szwed.

Trudna sytuacja w Azji Centralnej również ma podłoże historyczne. Jak przypomina Bartosz Maziarz w publikacji „Konflikty o wodę” (w: A. Drosik, D. Heidrich, M. Ratajczak – red.: Wprowadzenie do zrównoważonego rozwoju, 2022): „Początki zmian w gospodarce wodnej Azji Centralnej sięgają lat 40. XX w., kiedy to władze ZSRR podjęły decyzję o przekształceniu tego rejonu radzieckiego imperium w wielkie pole bawełny. W tym celu rozpoczęto budowę gęstej sieci tuneli irygacyjnych. Efektem tak drapieżnej gospodarki rolnej stało się pustynnienie obszarów Azji Centralnej, czego najdobitniejszym przykładem jest wysychanie Jeziora Aralskiego, którego powierzchnia w ciągu 60 lat zmniejszyła się dziesięciokrotnie: z ponad 67 tys. km2 do niespełna 7 tys. km2 (i to sumując dwa powstałe z Jeziora Aralskiego nowe jeziora, tj. Jezioro Aralskie Północne w Kazachstanie i Południowe w Uzbekistanie)”. Maziarz zwraca także uwagę na to, że „ekspansywna gospodarka wodna ZSRR wraz ze zmniejszającą się ilością wody i opadów w górach Pamiru, Hindukuszu oraz topnieniem tamtejszych lodowców, stanowiących rezerwuar wody dla obu rzek, tj. Amu-darii i Syr-darii, stały się przyczyną sporów natury politycznej i militarnej w regionie”.

Polska nie jest wolna od problemów

Mogłoby się wydawać, że opisane zagadnienia są problemami odległych zakątków świata, które nie dotyczą Polski. Niestety, ukształtowanie terenu i niska retencja naturalna sprawiają, że nasz kraj również zmaga się z kryzysem hydrologicznym. Już teraz wskazuje się na to, że należymy do państw o najniższych zasobach słodkiej wody przypadających na jednego mieszkańca w Unii Europejskiej, a nasze wskaźniki są porównywalne z Egiptem.

Jak wynika z raportu Głównego Urzędu Statystycznego „Polska na drodze zrównoważonego rozwoju. Raport SDG 2025”, dysponujemy około 60 mld m3 odnawialnych zasobów słodkiej wody rocznie. W okresach suszy wartość ta spada poniżej 40 mld m3. GUS wskazuje na to, że w latach 2015–2023 odnawialne zasoby słodkiej wody przypadające na jednego mieszkańca Polski wynosiły od 1,1 do 1,6 tys. m3, czyli mniej, niż wynosi próg bezpieczeństwa wodnego wyznaczony przez ONZ (1,7 tys. m3).

Wskaźnikiem obrazującym skalę presji na zasoby hydrologiczne jest tzw. stres wodny. Określa on relację między ilością wody zużywanej a jej dostępnymi zasobami. Jak podaje GUS, w Polsce od 2015 r. poziom tego wskaźnika obniżył się z 19,2 proc. do 15 proc., co oznacza umiarkowaną presję i stabilizację zużycia. Na ten wynik wpłynął m.in. spadek rocznego zużycia wody w przeliczeniu na jednego mieszkańca – z 262 m3 w 2015 r. do 214 m3 w 2024 r. Mimo to Polska nadal znajduje się w czołówce krajów Unii Europejskiej o najwyższym poziomie stresu wodnego.

GUS zwraca również uwagę na wzrost pojemności małej retencji kluczowej w czasach zmiennych przepływów i okresowych niedoborów wody. W latach 2015–2024 jej objętość zwiększyła się z 830 tys. do 881 tys. dam3.

Kwestia kurczących się zasobów wodnych zyskała w Polsce także wymiar polityczny. W 2023 r. weszła w życie uchwała przyjmująca Program przeciwdziałania niedoborowi wody (PPNW) na lata 2022–2027 z perspektywą do 2030 r. Jego głównym założeniem jest rozwój krajowej retencji. Dokument przewiduje realizację 727 inwestycji, w tym 94 zbiorników wodnych oraz 633 innych obiektów wspierających gromadzenie wody.

Jak widać, woda nie jest dobrem danym raz na zawsze, a kryzysy hydrologiczne przestały być wyłącznie problemem krajów Trzeciego Świata, oglądanym z bezpiecznej odległości w telewizji. To realne wyzwanie „tu i teraz” – również dla Polski. Choć nasz kraj nie jest uwikłany w międzynarodowe spory o rzeki graniczne, to narastające napięcie o dostęp do akwenów na świecie, dowodzi, że bez odpowiednich działań sytuacja może szybko eskalować.

Otwarta licencja NBP Obserwator Finansowy