Demokrację można porównać do wieży z klocków: jeśli wyjmiemy jeden element, wieża nie musi się zawalić, jednak wyjmowanie kolejnych z pewnością będzie skutkować rozchwianiem i upadkiem. Jaka będzie przyszłość demokracji?

  • Badania prowadzone m.in. przez Freedom House pokazują postępujące od niemal półtorej dekady ograniczanie wolności i praw obywatelskich w skali całego świata.
  • W czasach rosnącej konkurencji gospodarczej i politycznej, celem oponentów dotychczasowych modeli rządzenia jest doprowadzenie do destabilizacji wewnętrznej, która skłoniłaby do przedefiniowania sojuszy.
  • Karygodna będzie bezczynność państwa jako aktora na polu badań i innowacji, brak inwestycji w BiR i pozostawianie tego sektora jedynie firmom prywatnym.
  • Odpowiedzią na wzmożoną potrzebę współuczestniczenia w podejmowaniu decyzji i kształtowaniu polityk może być zastąpienie zaufania do instytucji oraz pomocniczości technicznie zaawansowaną kontrolą i partycypacją społeczną. Byłby to bezpiecznik wobec technologii inwigilacji oraz inżynierii społecznej.
  • “Również korporacje rozwijają swoje umiejętności strategiczne i posiadają odpowiednie zasoby finansowe by wpływać na politykę, niejednokrotnie przewyższające roczne dochody niektórych państw”.

OPIS I ZNACZENIE MEGATRENDU

Przyszłość demokracji w Polsce

Droga do przyszłości demokracji prowadzi wyboistą drogą bieżącej polityki.

Trend kryzysu demokracji może być jednym z najtrudniejszych do uchwycenia megatrendów. Można wymienić kilka źródeł niepewności co do diagnozy bieżącego stanu rzeczy. Przyszłość demokracji zależy od rozwoju tych zjawisk i zmiany treści tych pojęć.

Po pierwsze, jeśli chodzi o ustrój polityczny, znajdujemy się w sferze idei i wartości – ocena zależy więc od przyjętych kryteriów decydujących o uznaniu systemu państwowego za demokratyczny lub nie. Ponadto, w ramach sformułowania „ustrój demokratyczny” mogą mieścić się różne systemy rządów, gwarantujące mniejsze lub większe zabezpieczenia wolności obywatelskich, ekonomicznych i politycznych. Po trzecie, trudność w uchwyceniu megatrendu może wynikać z immanentnej cechy demokracji liberalnej (a o jej kryzysie przede wszystkim mówimy): demokracja to nie tylko wolne wybory, ale i rządy prawa, zestaw politycznych zwyczajów oraz instytucji, których podważanie jest symptomem kryzysu.

Abstrahując od analiz konstytucji poszczególnych państw, w których może być zawarta najdoskonalsza definicja demokratycznego państwa – również praktyka polityczna nierzadko odchodzi od litery prawa i przyjętych norm, co skutkuje naruszeniami praw obywatelskich, wolności prasy czy wolności gospodarczej. Mimo że o zwyczajach i wartościach, jeśli nie są skodyfikowane – trudno obiektywnie dyskutować, w próbie uchwycenia kryzysu demokracji pomaga nie tylko parametryzacja wyżej wymienionych dziedzin, ale przede wszystkim dostrzeżenie zmian oraz ich konsekwencji dla obecnego porządku politycznego, gospodarczego i społecznego, które ten kryzys niesie, oraz jego potencjału dysruptywnego.

Gdzie kończy się demokracja?

Trend zmiany modeli rządzenia zarysowuje się silniej, jeśli analiza bipolarna „demokracja–autokracja” zostanie zastąpiona bardziej zniuansowaną analizą jakościową, która pozwala przedstawić różne systemy rządów jako spektrum.

Demokrację można bowiem porównać do wieży z klocków: jeśli wyjmiemy jeden element, wieża nie musi się zawalić, jednak wyjmowanie kolejnych z pewnością będzie skutkować rozchwianiem i upadkiem. Intuicyjnie trudno określić, ile elementów należy wyjąć, aby wieża przestała być wieżą; a także – czy nieuporządkowany, ale nadal wysoki stos klocków, nadal nią jest. Być może też stos klocków będzie lepszą zabawką niż nudna wieża.

Niezależnie od tego plastycznego przykładu, jednym z powszechnie rozpoznanych wskaźników agregacyjnych opisujących wyżej wymienione zagadnienie jest indeks stanu demokracji (Democracy Index, DI), pierwszy raz zaprezentowany w 2006 roku przez Economist Intelligence Unit (EIU), jednostkę badawczą związaną z brytyjskim tygodnikiem „The Economist”.

Poziom indeksu w 2006 roku wyniósł globalnie 55,6 na 100 możliwych punktów, przy czym jest to poziom odpowiadający systemom hybrydowym – zawierającym zarówno elementy demokratyczne, jak i niestroniącym od praktyk znanych z systemów autorytarnych i dyktatur. W 2018 DI wynosił zaś 53,9 – co oznacza spadek o niecałe 2 punkty. Ekstrapolacja trendu zmian indeksu DI od momentu jego powstania aż do roku 2050 skutkuje poziomem nieco powyżej 51 punktów. Wciąż jest to wartość odpowiadająca systemowi hybrydowemu, większej centralizacji władzy i dalszym ograniczeniom swobód obywatelskich w skali świata.

Paradoksalnie – mamy więcej demokracji, ale gorszej jakości

Taką interpretację potwierdzają raporty „Freedom of the World 2019” oraz „Nations in Transit 2020” opracowane przez organizację Freedom House. Badania pokazują postępujące od niemal półtorej dekady ograniczanie wolności i praw obywatelskich w skali całego świata. Rokrocznie odnotowywany jest spadek średniej globalnej wartości indeksu wolności obywatelskich, a liczba krajów, w których wynik indeksu spada, regularnie przekracza liczbę krajów cechujących się jego wzrostem.

W roku 2020, we wspomnianym raporcie „Nations in Transit”, odnotowano między innymi, że Polska wypadła z grona skonsolidowanych, czyli stabilnych demokracji. Węgry zaś spadły do jeszcze niższej niż Polska obecnie kategorii systemów hybrydowych, coraz bardziej zbliżających się do reżimów autorytarnych. Wobec tego, że oba kraje do niedawna, po przełomie 1989 roku i wstąpieniu do Unii Europejskiej i NATO, były uznawane za success story udanej transformacji od komunistycznej dyktatury do liberalnej demokracji – można dojść do wniosku, iż kryzys demokracji staje się w naszym regionie szczególnie widoczny, choć przez wielu obywateli – nadal akceptowalny, gdyż nie wywołuje szczególnych skutków gospodarczych.

Szybki marsz w stronę końca historii – czy znamy przyszłość demokracji?

Wypada jednak także zauważyć, że – w skali globalnej – demokracja nie jest oczywistością i nie jest niezbędna do pomyślnego funkcjonowania, między innymi na arenie międzynarodowej.

Koniec historii?

Społeczeństwo nie uznaje końca historii, dopóki wszystkie grupy nie zostaną w pełni wyzwolone.

Obecnie jedynie pięć krajów może pochwalić się ponad 120-letnią historią swojej demokracji. Co więcej, dopiero na początku XXI wieku liczba państw klasyfikowanych jako demokratyczne przewyższyła liczbę państw uważanych za nie-demokracje.

Jeśli spojrzymy na proporcje ludności żyjącej w poszczególnych ustrojach, przełomem na rzecz demokracji – w trojakim sensie – były lata po II wojnie światowej. Po pierwsze, dekolonizacja sprawiła, że wiele państw, które uzyskały niepodległość, stało się demokracjami, a po drugie – obserwowalny i niezwykle dynamiczny wzrost demograficzny po 1950 roku nastąpił w Azji, Afryce i krajach Ameryki Łacińskiej. Więcej na ten temat piszemy w opisie megatrendu „Wzrost populacji świata i jego konsekwencje”. Po trzecie, grono państw demokratycznych poszerzyło się dodatkowo po roku 1990 i rozpadzie ZSRR i bloku jego państw satelickich. Kraje te, przechodząc transformację ustrojową, starały się tworzyć to, co dziś najczęściej rozumiemy jako demokrację, czyli demokrację liberalną. Przymiotnik jest istotny o tyle, że częścią kryzysu demokracji jest podważanie jej dotychczasowej formy przez „nieliberalnych demokratów” (czy też „populistów”), którzy często podkreślają, iż chronią demokrację (gwarantują wolne wybory, reprezentację obywateli czy narodu, wybrane swobody obywatelskie), a sprzeciwiają się liberalizmowi, czyli szkodliwym ich zdaniem instytucjom i normom, narzucanym obywatelom przez zewnętrzne organizacje (jak Unia Europejska) czy samo państwo, które jakoby straciło kontakt z potrzebami czy emocjami społeczeństwa (np. w Stanach Zjednoczonych).

Demokracja jako model nie do przyjęcia

Demokracja w wielu krajach jest ustrojem nowym, o krótkiej tradycji, a przy tym podlegającym silnej ideologizacji (zwłaszcza w czasie zimnej wojny, w starciu z komunizmem; a także obecnie – w konfrontacji z chińskim modelem polityczno-gospodarczym).

Wobec tej krótkiej tradycji i globalnych napięć, być może nie powinny dziwić problemy z utrzymaniem standardów znanych z ugruntowanych demokracji w krajach Europy Środkowej i Wschodniej, w Afryce czy Ameryce Łacińskiej (tzw. backsliding). Zwłaszcza w czasach rosnącej konkurencji gospodarczej i politycznej, której narzędziem niejednokrotnie jest walka informacyjna o przychylność społeczeństw, które do tej pory znajdowały się pod wpływem adwersarza (tak jak w konfrontacji Chin czy Rosji ze Stanami Zjednoczonymi), a celem – doprowadzenie do destabilizacji wewnętrznej, która skłoniłaby do przedefiniowania sojuszy.

Zawał w sercu demokracji

przyszłość demokracji na świecie

Demokracja liberalna w wydaniu amerykańskim nie jest już niekwestionowanym wzorem.

Jeśli jednak podobne problemy pojawiają się w stabilnych do tej pory państwach świata zachodniego, które wielu młodym demokracjom były stawiane za wzór – czyli między innymi we Francji, w Wielkiej Brytanii czy Stanach Zjednoczonych – możemy mówić o coraz silniej zarysowującym się trendzie kryzysu demokracji. Do kryzysu oczekiwań wobec instytucji, które w oczach obywateli przestają tak efektywnie jak do tej pory spełniać swoją rolę, oraz słabszej koniunktury i powtarzających się kryzysów gospodarczych (skutki których, wraz z narastającymi konsekwencjami zmian klimatu, mogą coraz silniej podważać sens dotychczasowego i jak dotąd ściśle związanego z demokracją modelu gospodarczego – czyli kapitalizmu) dochodzi kryzys mediów tradycyjnych, odpowiedzialnych za relacjonowanie działań państwa i polityków, oraz rosnąca dominacja wielkich firm technologicznych.

Na ten ostatni kryzys – sprawnie wykorzystywany przez kontestujących dotychczasowy ustrój (i związane z nim elity) zbuntowanych nieliberalnych populistów oraz reżimy niedemokratyczne – państwa tradycyjnych demokracji nie znajdują jak dotąd odpowiedzi. Internet, który jako platforma informacyjna komunikacyjna stał się konkurencją dla mediów tradycyjnych, głównie prasy drukowanej, został zdominowany przez technologicznych gigantów (m.in. Amazon, Google), którzy stają się wyzwaniem nie tylko poprzez zastosowanie nowego modelu biznesowego, którego państwa nie potrafią uregulować, tak jak w XX wieku uczyniły z ówczesnymi gigantami przemysłowymi, również dla dobra i ochrony praw konsumentów. Przyszłość demokracji rozstrzyga się więc już nie w lokalach wyborczych i salach parlamentu, i nie na ulicy, ale w nowej, nieuchwytnej dla niektórych i wciąż powiększającej się przestrzeni cyfrowych interakcji społecznych.

Bezradność państwa wobec przyszłych wyzwań

Władze pozostają bezradne nie tylko wobec sektora finansowego (kryzys z 2008 roku) – co prócz zysków rynkowych, przynosi również negatywne skutki społeczne i polityczne – lecz także wobec firm w coraz większym stopniu wykorzystujących sztuczną inteligencję i dane zbierane w mediach społecznościowych (m.in. Facebook), które będąc kanałem komunikacyjnym, jednocześnie stają się aktorem politycznym (jak Twitter wykorzystywany przez Donalda Trumpa i radykalne grupy nie tylko w Stanach Zjednoczonych). 

W przyszłości, nierozpoznana istota i nieuregulowany status sztucznej inteligencji może stać się zagrożeniem dla istnienia państwa, sprawiedliwości społecznej, a także wolności i prywatności obywateli. Również bezczynność państwa jako aktora na polu badań i innowacji, brak inwestycji w działalność BiR (badania i rozwój) i pozostawianie tego sektora jedynie firmom prywatnym, działającym dla zysku, niekoniecznie z myślą o prawach obywateli, sprawi, że społeczeństwa będą pozbawione głosu, co do kierunku i priorytetów w mierzeniu się z wyzwaniami, przed którymi staną w przyszłości.

Z drugiej strony, postępująca erozja systemów demokratycznych niesie za sobą potencjał do osłabienia, będącej podstawą współczesnego systemu gospodarczego globalnej sieci handlowej i w konsekwencji pogorszenia się stanu światowej gospodarki. Wszelkie zmiany wprowadzające niestabilność w systemach władzy, w tym demontaż instytucji demokratycznego państwa prawa, ograniczanie swobód obywatelskich oraz ekonomicznych, mogą być postrzegane przez inwestorów jako potencjalne zagrożenie dla ich przyszłych zysków. 

Tak samo, nieobliczalne decyzje liderów politycznych i kryzys przywództwa wpływają na decyzje biznesowe korporacji, a te na stan krajowych gospodarek – a co za tym idzie: na nastroje społeczne. Jedną z pożądanych zmian w postrzeganiu interesu i zysków przez korporacje, byłoby wzięcie pod uwagę także racji i potrzeb interesariuszy (stakeholders), a nie tylko akcjonariuszy (shareholders), w kształtowaniu modelu biznesowego.

Co nas czeka z ustrojem, takim jakim go znamy?

Ponadto, gdy myślimy o wyzwaniach, z którymi będą musiały mierzyć się państwa – wraz ze wspomnianymi narastającymi skutkami zmian klimatycznych będą rosły migracje (z którymi państwa zachodnie nie radzą sobie obecnie najlepiej) oraz napięcia międzynarodowe, dodatkowo nadwyrężając dotychczasowy ład międzynarodowy, którego podstawą po 1945 roku była właśnie demokracja liberalna. 

Państwa krajów rozwiniętych – obecnie będące w właśnie demokracjami – będą musiały mierzyć się z problemami starzejących się społeczeństw, digitalizacji i automatyzacji pracy oraz rosnącego popytu na energię. Jeśli nie zrobią tego skutecznie – problemem będzie również dalej rosnąca polaryzacja ekonomiczna i społeczna. A to z kolei napędzać będzie kolejne ruchy polityczne wykorzystujące niezadowolenie obywateli. Utrzymanie w dobrej kondycji rosnącej klasy średniej, tradycyjnie będącej fundamentem porządku politycznego, może okazać się kluczowe w utrzymaniu stabilności i tak osłabionych demokracji.

Z perspektywy świata zachodniego, w którym zwłaszcza po dramatycznych doświadczeniach II wojny światowej demokracja stała się centralnym składnikiem tożsamości – problem kryzysu demokracji wydaje się wyjątkowo istotny. Przyszłość demokracji jest w związku z tym przedmiotem licznych analiz i opracowań.

Co z przyszłością demokratycznego marzenia?

przyszłość UE

W sercu Unii Europejskiej trwa spór o rolę korporacji, państw narodowych i podmiotów niepaństwowych w kształtowaniu i wdrażaniu definicji dobra wspólnego.

Być może szansą na utrzymanie zachodniego modelu politycznego, zaangażowanego w rozwój demokracji, jest postęp technologii informatycznych, zwiększających możliwości skutecznego zarządzania organizmem państwowym z poziomu centralnego. Z drugiej strony, odpowiedzią na wzmożoną potrzebę społecznego czy jednostkowego współuczestniczenia w podejmowaniu decyzji i kształtowaniu polityk może być zastąpienie zaufania do instytucji oraz pomocniczości technicznie zaawansowaną kontrolą i partycypacją społeczną. Taki system ochrony praw obywateli, zapewniający im uczestnictwo i głos, mógłby stać się kolejnym bezpiecznikiem wobec, rozwijanych między innymi przez Chiny, technologiami inwigilacji oraz inżynierii społecznej.

Na Zachodzie jeszcze do niedawna – szczególnie w latach 90., kiedy światowym hegemonem była najstarsza demokracja świata we współczesnym rozumieniu, czyli Stany Zjednoczone – można by śmiało pokusić się o parafrazę słów przypisywanych Fredricowi Jamesonowi, czy też Slavojowi Žižkowi: łatwiej wyobrazić sobie koniec świata niż koniec demokracji. (W ich wersji był to mało prawdopodobny koniec kapitalizmu). Wobec piętrzących się wyzwań w przyszłości, dziś z łatwością można sobie wyobrazić ten upadek, zwłaszcza jeśli nie pojawią się nowe – jednak nie mniej obywatelskie, oparte na przestrzeganiu prawa i powszechnie uznawanej sprawiedliwości społecznej – modele rządzenia.

POLSKA WOBEC MEGATRENDU

W ciągu ostatnich kilku lat Polska rokrocznie odnotowywała spadki zarówno indeksu demokratyzacji, jak i indeksu „Freedom in the World”, wciąż jednak znajdowała się w gronie państw uznawanych za demokratyczne i wolne.

W roku 2018 poziom indeksu demokracji dla Polski wyniósł 6,67, co oznacza stan demokracji wadliwej. Poziom indeksu Freedom in the World 2019 wynosił zaś 84 na 100 możliwych punktów. W roku 2020 Polska wypadła z grona skonsolidowanych, czyli stabilnych demokracji, według Freedom House.

Co robić, żeby odnieść sukces?

Dalsza weryfikacja tej oceny będzie zależała od działań rządzących, a także działań partii opozycyjnych – w najbliższych latach w szczególności w wymagającej skoordynowanych i skutecznych działań walce z pandemią covid-19, a także w radzeniu sobie ze skutkami następującego po niej kryzysu gospodarczego. 

Duże znaczenie będzie miał aktywny udział rządu w działaniach Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Zielonego Ładu i transformacji klimatycznej (będącej warunkiem konkurencyjności regionu na arenie międzynarodowej), dostosowanie polskiej gospodarki do nowej polityki klimatycznej kontynentu oraz przeprowadzenie niezbędnych inwestycji, które stałyby się impulsem do rozwoju i zapewnienia stabilności ekonomicznej i społecznej.

Z perspektywy megatrendu – zażegnania kryzysu demokracji bądź znalezienia nowych skutecznych ekonomicznie, zrównoważonych i korzystnych, bezpiecznych dla obywateli modeli rządzenia – pożądane byłoby także wyciszenie niepokojów społecznych. Potencjalnie wzmacnia je pandemia oraz jej skutki. Należy też podjąć próbę skutecznego radzenia sobie z wyzwaniami takimi jak starzejące się społeczeństwo, rosnąca konkurencja polityczno-gospodarcza na arenie międzynarodowej między Stanami Zjednoczonymi oraz Chinami oraz nasilająca się wojna informacyjna między innymi ze strony Rosji. Niepowodzenia w tych działaniach będą skutkowały dalszym osłabieniem polskiej demokracji, a także pozycji międzynarodowej naszego kraju. Przyszłość demokracji w Polsce może być bowiem zagrożona, a współwystępowania trendów wewnętrznych i zewnętrzynch temu sprzyja.

 PRZYSZŁOŚĆ DEMOKRACJI – MOŻLIWE ZMIANY TRENDU

Nawet megatrendy nie są absolutnie zdeterminowane i mogą podlegać zmianom. O to, co może wzmocnić lub osłabić wzrost napięć międzynarodowych, zapytaliśmy analityczkę z firmy 4CF, Joannę Jaworską.

Jakie działania wobec firm, których model biznesowy polega na korzystaniu ze sztucznej inteligencji i innych zaawansowanych technologii, byłyby pożądane z perspektywy zażegnania kryzysu demokracji bądź znalezienia nowych zrównoważonych i korzystnych dla obywateli modeli rządzenia?

Wykorzystanie sztucznej inteligencji odbywa się na wielu polach, od uczenia się maszyn, przez eksplorację danych czy rozpoznawanie dźwięków i obrazów, aż po tworzenie treści. Niesie to ze sobą zarówno ogromne możliwości, jak i zagrożenia. Jednym z najpowszechniej komentowanych zagrożeń jest zastąpienie pracy ludzi pracą maszyn, możliwe dzięki uczeniu maszynowemu (machine learning). Obecnie, ludzie są nadal potrzebni do programowania maszyn i kontrolowania ich pracy. Większe zagrożenie stanowiłaby sytuacja, w której maszyny są w stanie myśleć tak jak ludzie, rozumieć pojęcia abstrakcyjne, samodzielnie planować i podejmować decyzje. Na razie jest to jednak odległa perspektywa.

Inne zagrożenie płynące ze sztucznej inteligencji wynika z przetwarzania masowych danych. Firmy i platformy korzystające ze sztucznej inteligencji w celu profilowania swoich klientów lub użytkowników stanowią zagrożenie dla różnorodności treści. Dopasowując swoje treści do profilu użytkowników, firmy wzmacniają ich wstępne przekonania i tym samym pogłębiają ich stronniczość. W efekcie pogłębia się także polaryzacja społeczeństwa – ludzie wybierają te platformy, które propagują ich poglądy, tym samym zamykając się na dialog. Rezultat widzimy np. w ostatnich wydarzeniach związanych z portalami społecznościowymi w Stanach Zjednoczonych. Kiedy Facebook zaczął oznaczać treści polityczne nawiązujące do teorii spiskowych, część użytkowników przeniosła się na nowopowstały portal Parler. W efekcie, osoby o skrajnych poglądach nie zweryfikowały swoich przekonań, a wręcz przeciwnie – umocniły się w nich i odizolowały od reszty społeczeństwa.

W zakresie sztucznej inteligencji powinno się wziąć pod uwagę zagrożenia związane z polaryzacją społeczeństwa i promować, jako antidotum, dywersyfikację treści. Ponadto, należałoby wprowadzić mechanizmy kontrolujące i oznaczające fake-newsy, które często są tworzone z wykorzystaniem nowych technologii, np. deepfake (obróbka dźwięku i obrazu w celu utworzenia fałszywych nagrań i zmylenia odbiorcy). Taka szczepionka na fake newsy jest przedmiotem badań w wielu ośrodkach naukowych, również w Polsce. Jej wdrożenie jednak nie nastąpi raczej w najbliższym roku, więc wpływ dezinformacji na politykę będzie się jeszcze utrzymywał. Należy również edukować społeczeństwo w zakresie fact-checkingu i rozpoznawania fake newsów.

Czy z perspektywy przyszłych wyzwań, z którymi będą musiały mierzyć się państwa, demokracja jest optymalnym ustrojem – czy jej cechy nie sprawiają, że demokracja liberalna, z jej normami i bezpiecznikami, stanie się po prostu niewydolna?

Aby przygotować się do przyszłych wyzwań należy podejmować nie tylko działania odpowiadające na obecne zagrożenia, lecz także tworzyć długoterminowe plany poparte badaniami i wpisujące się w przemyślane strategie. W wielu przypadkach, jak na przykład problem zmiany klimatu, należy zacząć wprowadzać rozwiązania już teraz, zanim zagrożenia w pełni się urzeczywistnią.

W demokracji liberalnej długoterminowe planowanie nie jest łatwe. Po pierwsze, politycy mają tendencPartycypacja zdecydowanie posiada potencjał do poprawy rządzenia. Aby zapewnić obywatelom możliwość realnego wpływu na rządzenie i zapewnić najlepszą efektywność, należy jednak przyjąć nowoczesne podejście do partycypacji. Przede wszystkim, partycypacja to nie tylko możliwość składania petycji i głosowania w referendum. Obywatele powinni mieć wpływ na podejmowane decyzje na każdym etapie, od składania wniosków, przez rozpatrywanie rozwiązań i tworzenie planów, poprzez monitorowanie efektów. Tak rozwinięta partycypacja byłaby najłatwiejsza do wprowadzenia i najbardziej pożądana na poziomie lokalnym. Ułatwiłaby mieszkańcom decydowanie o własnym otoczeniu (np. dzielnicy lub mieście) i rozwinęłaby poczucie odpowiedzialności za dobro wspólne.

Technologie mogłyby zdecydowanie ułatwić proces partycypacji. Mieszkańcy mogliby zgłaszać swoje pomysły i dyskutować nad nimi poprzez platformy internetowe. Pozwoliłoby to usprawnić proces, a także zachęciłoby obywateli do udziału. Rejestracja mieszkańców na platformach np. urzędów miejskich ułatwiłaby także wybór i kontakt z grupami docelowymi, co pozwoliłoby projektować i wdrażać rozwiązania dostosowane do realnych potrzeb odbiorców. Do efektywnej partycypacji niezbędne są zatem odpowiednie mechanizmy, które ułatwiałyby udział bez nadmiernego komplikowania procesów decyzyjnych.ję do planowania krótkoterminowego – chcą, aby rezultaty były widoczne jeszcze za ich kadencji, co ułatwiłoby reelekcję. Ponadto, część decydentów w ciałach przedstawicielskich, ale także i we władzy wykonawczej, ulega wymianie  poprzez wybory lub w ich konsekwencji. Dlatego tworzy się plany na kilka lat, które nie składają się na jednolitą, długoterminową strategię. Ponadto, wiele rozwiązań, które mają uchronić nas przed przyszłymi problemami, jest mało popularnych – np. podniesienie wieku emerytalnego, wprowadzenie „zielonego podatku”, itp. Ponieważ społeczeństwo jest niechętne do wprowadzania takich rozwiązań, politycy rzadko je proponują z obawy o własną posadę. Populistyczne partie mogą wykorzystywać te napięcia i zdobyć wysokie poparcie proponując rozwiązania, które są dobre teraz, ale mogą znacznie pogłębić problemy w przyszłości.

Do wprowadzania przyszłościowych rozwiązań potrzebna jest wysoka świadomość na ich temat i silna dyscyplina społeczna. Potrzebne jest także tworzenie długoterminowych strategii, które nie kończyłyby się wraz z kadencją decydentów. Pod tym względem, demokracja staje się niewydolna i zdecydowanie nie jest najlepszym ustrojem pod względem przyszłościowych rozwiązań. Nie wynaleziono jeszcze natomiast lepszego systemu. Dyktatura byłaby łatwiejszym ustrojem do wprowadzania przyszłościowych rozwiązań. Eliminując kwestię oporu społeczeństwa i ograniczonych kadencji usunęłaby wspomniane ograniczenia, ale nie może się równać z demokracją pod żadnym innym względem. Technokracja pozwoliłaby na podejmowanie decyzji przez ekspertów – a w przyszłości algorytmy- ale marginalizowałaby potrzeby osób z innych klas społecznych. Pozostaje więc starać się ulepszać demokrację i uświadamiać społeczeństwo w kwestii przyszłościowego planowania.

Czy model, w którym centralną pozycję zajmuje państwo, jest optymalny z perspektywy zarządzania ryzykami i niepewnością? Być może zarządzanie powinno odbywać się na innym szczeblu – jeśli tak, byłby to raczej szczebel międzynarodowy czy lokalny?

Powszechne jest twierdzenie, że na globalne problemy potrzebujemy globalnych rozwiązań. Jest to szczególnie widoczne, kiedy weźmiemy pod uwagę np. kwestię globalnego ocieplenia. Nawet jeśli część państw podejmie działania mające na celu spowolnienie zmiany klimatu, nie odniosą one sukcesu, jeśli inne państwa się do nich nie przyłączą. Jednakże, we wdrażaniu globalnych rozwiązań należy pamiętać o ich adaptacji do lokalnego kontekstu. Odpowiedź na to pytanie nie jest więc prosta. Zarządzanie ryzykiem mogłoby być wielopoziomowe, w zależności od skali i umiejscowienia zagrożeń. Planowanie i adaptacja konkretnych rozwiązań na globalne problemy może odbywać się na różnych szczeblach, ale główna strategia powinna być koordynowana na poziomie międzynarodowym. Ważne jest również aby dzielić się wiedzą i współpracować we wprowadzaniu innowacyjnych rozwiązań.

Ponadto, władza nie skupia się wyłącznie w rękach instytucji politycznych. Prywatne firmy odgrywają coraz ważniejszą rolę w tworzeniu przyszłości, bo w celu zarządzania ryzykiem politycznym, podejmują aktywną rolę w kształtowaniu polityk i wpływają na obsadzanie stanowisk. Są to na przykład decyzje dotyczące stosowania zasady zrównoważonego rozwoju w procesach zakupowych i po drugiej stronie, w zakresie zamówień publicznych. Dotyczy to również wprowadzania nowych rozwiązań technologicznych. Korporacje rozwijają swoje umiejętności strategiczne i posiadają odpowiednie zasoby finansowe, niejednokrotnie przewyższające roczne dochody niektórych państw. Co więcej, w niektórych krajach wpływ korporacji jest dodatkowo lewarowany siłą dyplomacji obcych państw, z których pochodzą. 

Wzrost znaczenia korporacji niesie ze sobą ryzyko, gdyż firmy podejmują decyzje korzystne dla nich finansowo, a niekoniecznie środowiskowo i społecznie odpowiedzialne. Kontrolę nad ich działaniami powinny sprawować instytucje międzynarodowe, aby uniknąć sytuacji, w których korporacje przenoszą swoje siedziby lub linie produkcyjne do państw, które nie są w stanie zapewnić odpowiedniej ochrony swojego społeczeństwa i środowiska.

Czy model polityczny, ze wzmocnioną rolą obywateli i kontrolą społeczną, wspieraną przez technologiczne metody ułatwiania partycypacji w podejmowaniu decyzji i kształtowania polityk jest remedium na deficyt dobrego rządzenia i wskazuje na optymistyczną przyszłość demokracji?

Partycypacja zdecydowanie posiada potencjał do poprawy rządzenia. Aby zapewnić obywatelom możliwość realnego wpływu na rządzenie i zapewnić najlepszą efektywność, należy jednak przyjąć nowoczesne podejście do partycypacji. Przede wszystkim, partycypacja to nie tylko możliwość składania petycji i głosowania w referendum. Obywatele powinni mieć wpływ na podejmowane decyzje na każdym etapie, od składania wniosków, przez rozpatrywanie rozwiązań i tworzenie planów, poprzez monitorowanie efektów. Tak rozwinięta partycypacja byłaby najłatwiejsza do wprowadzenia i najbardziej pożądana na poziomie lokalnym. Ułatwiłaby mieszkańcom decydowanie o własnym otoczeniu (np. dzielnicy lub mieście) i rozwinęłaby poczucie odpowiedzialności za dobro wspólne.

Technologie mogłyby zdecydowanie ułatwić proces partycypacji. Mieszkańcy mogliby zgłaszać swoje pomysły i dyskutować nad nimi poprzez platformy internetowe. Pozwoliłoby to usprawnić proces, a także zachęciłoby obywateli do udziału. Rejestracja mieszkańców na platformach np. urzędów miejskich ułatwiłaby także wybór i kontakt z grupami docelowymi, co pozwoliłoby projektować i wdrażać rozwiązania dostosowane do realnych potrzeb odbiorców. Do efektywnej partycypacji niezbędne są zatem odpowiednie mechanizmy, które ułatwiałyby udział bez nadmiernego komplikowania procesów decyzyjnych.

 

Megatrendy 2050 to wspólny projekt Polskiego Towarzystwa Studiów nad Przyszłością oraz firmy 4CF. Zachęcamy do lektury pozostałych części cyklu!